Dziady Noworoczne i Żywieckie Gody
Fotografie wykorzystane w artykule pochodzą z projektu Whispers & Wonders autorstwa Mateusza Stefanowskiego — dokumentalnej rejestracji obrzędów kolędniczych i noworocznych w Polsce. Zdjęcia zostały użyczone dzięki uprzejmości autora.
W kulturze Beskidu Żywieckiego przełom roku nie był jednorazowym momentem, lecz procesem wymagającym uważności i działania. Czas pomiędzy końcem starego porządku a narodzinami nowego postrzegano jako stan kruchy — podatny na zakłócenia, ale też otwarty na możliwość zmiany. Właśnie w tym napięciu funkcjonowały Dziady Noworoczne i Żywieckie Gody: obrzędy, których celem nie było świętowanie, lecz przywracanie równowagi.
Ich sens opierał się na sprawczości. Ogień, dźwięk, ruch i obecność przebranych postaci nie symbolizowały przemiany — miały ją wywołać. Wierzono, że poprzez działanie można odgrodzić wspólnotę od chorób, nieszczęść i nieurodzaju, a jednocześnie przygotować przestrzeń na nowy cykl. Rytuał nie był przedstawieniem, lecz praktyką wpisaną w codzienne doświadczenie świata.

Postacie Dziadów należały do porządku granicznego. Maska odbierała twarz, strój zacierał indywidualność, pozwalając stać się nośnikiem wspólnej intencji. Szczególne miejsce zajmowali Jukace — lokalna odmiana Dziadów, związana z Zabłociem, dawną gminą położoną po drugiej stronie Soły. Ich obecność była intensywna i bezpośrednia: groźne maski, widły, baty i trzask dźwięku wzmacniały przekaz, w którym dzikość formy miała chronić to, co oswojone.
W pochodach pojawiały się także figury zwierzęce. Jurgasie z końskimi kukiełkami wprowadzali do obrzędu energię ruchu i wytrwałości — cechy niezbędne w nadchodzącym czasie. Koń, jako nośnik siły i ciągłości, dopełniał porządek postaci, które razem tworzyły złożony system znaków i działań.
Fundamentem tego świata było rzemiosło. Stroje Dziadów powstawały ręcznie, z materiałów dostępnych lokalnie: wełny, filcu, skór, tkanin i metalu. Każdy element miał znaczenie praktyczne — ciężar, faktura i dźwięk wzmacniały obecność postaci w ruchu. Na plecach często pojawiały się kompozycje z metalowych blaszek, monet lub łusek, niekiedy układane w formę serca. W marszu stawały się one częścią działania, potęgując zarówno wizualny, jak i akustyczny efekt stroju.
Wysokie czapy, frędzle i warstwowość materiałów nie pełniły funkcji dekoracyjnej. Tworzyły rodzaj ochronnego pancerza, w którym ręczna praca była równie istotna jak sam efekt. Rzemiosło nie było dodatkiem do rytuału — stanowiło jego integralną część, proces przygotowania równie ważny jak samo wyjście w przestrzeń wspólnoty.
Dziady Noworoczne funkcjonowały w obrębie Godów Żywieckich — rozbudowanego cyklu obrzędowego, który porządkował zimowy kalendarz. Gody łączyły elementy chrześcijańskie z dużo starszymi wyobrażeniami o rytmie natury, płodności i odradzaniu się świata. W tej strukturze nie istniał podział na to, co symboliczne i praktyczne; forma, działanie i znaczenie pozostawały ze sobą nierozerwalnie związane.
Z perspektywy współczesnego myślenia o designie Dziady Noworoczne i Żywieckie Gody można odczytać jako spójny system projektowy. Tradycję, w której forma wynikała z funkcji, materiał z dostępności, a estetyka była efektem konieczności, nie celem samym w sobie. Design istniał tu jako praktyka — zanim stał się pojęciem.
W maybel przyglądamy się tym obrzędom jako źródłu wiedzy o relacji człowieka z materią i przestrzenią. Nie jako zamkniętemu rozdziałowi historii, lecz jako ciągłości, która wciąż może inspirować sposób myślenia o formie, rzemiośle i odpowiedzialności za to, co tworzymy.